pierwsza inwestycja

Jak to się wszytsko zaczyna

Postaramy się zajrzeć, co siedzi pod czaszką inwestora. Ale na spokojnie, nie weźmiemy boscha i nie będziemy bawić się w chirurgów. Bardziej zabawimy się w psychologów i prześledzimy myśli oraz emocje, towarzyszące inwestorom na początku ich przygody z giełdą.

Chcę zostać iwestorem

Na początku, giełda kojarzy się nam z możliwością łatwych zysków. Często, w szczególności, w okresie hossy słyszymy od znajomych, czy też z mediów, jak to szybko, łatwo i przyjemnie zarabia się na giełdzie. Inwestor giełdowy, kojarzy się nam z gościem w eleganckim garniturku, jeżdżącym super bryką, mającym pięć rezydencji i jeszcze więcej kochanek. Normalnie rewelacja, któż by nie chciał takiego życia? Dlatego, czym prędzej biegniemy założyć rachunek maklerski, wpłacamy depozyt, … no i zonk. Setki spółek do wyboru, jedne na plusie, drugie na minusie; pojawia się pytanie: które akcje kupić, aby zostać bogatym?

Zaczynamy inwestycje

W dobie internetu, bardzo szybko znajdujemy jednak odpowiedź na to pytanie. Wchodzimy na pierwsze lepsze forum giełdowe, czytamy kilka wątków i już wiemy akcje których spółek to prawdziwe perełki, które pozwolą nam szybko zbić majątek.
Kupujemy więc nasze wymarzone akcje, przecież tam wszyscy piszą, że to właśnie tutaj będą niesamowite wzrosty. No i rewelacja, wszystko idzie zgodnie z planem, już pierwszego dnia zarabiamy 5%, a ma być tylko lepiej. W ciągu roku kurs ma wzrosnąć co najmniej o 1000%, liczymy już w głowie ile kasy z tego będzie i co z nią zrobimy. Całą noc z tych emocji nie możemy spać, czytamy wszystkie dostępne informacje o naszej perle. Następnego dnia jeszcze lepiej, już z samego rana wzrost o 6%. Non stop wpatrujemy się tylko w notowania, podekscytowani jak małe dzieci. Coś się zaczyna dziać jednak niepokojącego, kurs zaczyna spadać. Wchodzimy na forum i czytamy: “że to tylko zaniżanie przed odpałem i okazja do tanich zakupów”. Tylko głupiec, nie skorzystałby z takiej okazji. Dlatego za wszystkie pieniądze, jakie mieliśmy na rachunku, dokupujemy akcje naszej perły i śmiejemy się z frajerów, którzy oddali nam taki skarb praktycznie za darmoche. Kolejne dni, a tu jednak zamiast wzrostów, kolejne spadki. Już praktycznie 24h na dobę, siedzimy przed monitorem i czytamy, dosłownie wszystko o naszych akcjach. Ciągle jednak wierzymy, ciągle mamy nadzieję. Niestety mija miesiąc, a nasze oszczędności skurczyły się o połowę, zresztą teraz wszyscy piszą: “że to spekuła wydymała leszczy i że kurs niedługo poleci o kolejne 40%”. Sprzedajemy więc szybko nasze akcje i znajdujemy kolejną perłę. Tam niestety sytuacja się powtarza, na domiar złego, w tym czasie akcje, które sprzedaliśmy, zwyżkowały o 400%.

Kończę z inwestycjami

Zbieramy z podłogi resztki godności oraz ochłapy, które pozostały z naszego kapitału i definitywnie wycofujemy się z giełdy. Nigdy więcej nie chcemy słyszeć o akcjach. Oczywiście do czasu; czytamy teraz kilka książek i po paru miesiącach powracamy na parkiet z nowym kapitałem, pełni wiary i nadziei.

Feniks

Najczęściej, właśnie tak to się wszystko zaczyna. Gra na giełdzie to ciągła walka, strachu i chciwości. Dopiero z czasem, kiedy nabierzemy trochę pokory do tego rynku i zrozumiemy, że zyski na giełdzie są efektem wiedzy, ciężkiej pracy i doświadczenia. Dopiero wtedy, mamy szansę na realne zyski. Niestety, czym wolniej się tego będziemy uczyć, tym większe frycowe przyjdzie nam zapłacić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *